29 listopada 2016

Kettle, przeprowadzka, praca, życie...

Bardzo dawno tutaj nie zaglądałam. Minął rok od ostatniego postu.
W zasadzie całkowicie odsunęłam się od blogosfery, czytania fit postów itp. Zostałam wierna tylko paru blogerkom.
Co przez ten rok wydarzyło się?
Jeszcze mocniej pokochałam kettle. Od lutego tego roku zaczęłam regularnie uczęszczać na zajęcia w Opolu. Poznałam bardzo fajnych ludzi którzy tak samo jak Ja, mają kettlowego świra. Każdy ze swoją historią, każdy inny, a jednak wszystkich łączy to samo.
Zaczęłam robić postępy w tym sporcie. Nabrałam większej odwagi,że mogę i potrafię, jeśli tylko chcę.
Rzeczy które stawały się nierealne, dzisiaj nie są żadną przeszkodą. Idę dalej i rozwijam się.
Cieszę się,że ta pasja została we mnie, że rozwija się i pielęgnuje ją.
Rok 2016 był dla Nas również rokiem bardzo przełomowym.
Z początkiem roku straciłam najwspanialszą osobę i bardzo bliską mojemu sercu. Mama mojego narzeczonego. Wierzyliśmy do samego końca,że uda się i tym razem,że udźwignie ciężar choroby. Niestety...w kwietniu spełniliśmy ostatnią wole mamy. Pojechaliśmy nad morze, w miejsce gdzie co roku jeździła, miejsce które kochała. Miejsce gdzie nigdy nie mogła znaleźć bursztynów, które rak bardzo szukała, kiedy rozsypaliśmy prochy,morze wyrzuciło dwa bursztyny. Była z Nami...

Kiedy zmagaliśmy się z żałobą, spadła propozycja sprzedaży Naszego mieszkania i kupienia większego. Długo szukaliśmy właściwego lokum dla siebie. Udało się.
Dzisiaj piszę z nowego mieszkania. Większego. Jaśniejszego.
Cała ta inwestycja również kosztowała Nas dużo stresu, nerwu i niepewności.  Mama na pewno byłaby szczęśliwa gdyby zobaczyła jak dobrze sobie poradziliśmy.

W międzyczasie zakończyłam współpracę jako opiekunka dziecięca, przebranżowiłam się na biurwę, jednak sytuacja w której się znajdowałam była mocno toksyczna,dużo nerwów kosztowało mnie ucieczka z tego miejsca. Kolejny raz zmieniam zawód. Tym razem na bardziej męski.

Jak widać, Rok był naprawdę mocno emocjonujący, w tym wszystkim ukojenie znajdowałam w ramionach ukochanego, siostrze i żelastwie. Sala, trener, ludzie tam, dodawali mi energii i siły. Podnosiłam się.

Taki to był rok. Ciężki,ale dobry mimo wszystko.



6 komentarzy:

  1. Super, gratuluję nowego mieszkania i progresu z kettlami. Jestem ciekawa, co to za męski zawód teraz masz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super kończycie ten rok :). Cieszę się, że tak się Wam wszystko ułożyło. Może wrócisz do pisania?

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Gratuluję wytrwania!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przez wiele lat próbowałam diet, zaczynając od Dukana, po kopenhaską i south beach i inne cuda, nie wspominając o tabletkach na odchudzanie. Efekty raz były, a raz nie, ale rozregulowałam sobie całkowicie metabolizm i zdrowie też. Nie idźcie taką drogą, jest tylu fachowców dzisiaj, którzy potrafią pomóc także leniom, jak i osobom chorym np. na Hashimoto. Lepiej dwa razy pomyśleć i wybrać dobrego dietetyka online

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję nowego mieszkania :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jaki tu zostawiasz jest dla mnie bardzo cenny. To Ty pomagasz Tworzyć mi ten blog.
Dziękuje za wpis.

Get In Touch